Warszawa

cateringCatering Białołęka

Studenckie miasto

Od dłuższego czasu w wielu dużych miastach wyrastają jak grzyby po deszczu prywatne szkoły wyższe. Obok uczelni państwowych stanowią ciekawą ofertę dla wszystkich, którzy chcą rozwijać swoje umiejętności i zdobywać wykształcenie. Osobną kwestią pozostaje poziom takich szkół. W niektórych to czesne decyduje o zaliczaniu kolejnych semestrów, nie można jednak takiej opinii uogólniać. Chcąc wybrać dobrą uczelnię, warto posłuchać aktualnych i byłych studentów. Takie opinie znajdziemy w internecie, ale także wśród "krewnych i znajomych królika".

Jeśli ktoś rozstał się z uczelnią niekoniecznie z własnej woli, warto zapytać o powody - o ile były student zechce się nimi podzielić. Warto zastanowić się również, czy zależy nam bardziej na umiejętnościach praktycznych, czy też na wiedzy czysto teoretycznej. Oszczędzimy sobie sporo późniejszych rozczarowań.

Faktem jest, iż na ogół nie wybieramy kierunku studiów w ostatniej chwili. Zanim podejmiemy decyzję, rozmawiamy ze znajomymi i słuchamy opinii o naszej wymarzonej uczelni. Bywa i tak, że wymarzone jest miasto, w którym chcemy dalej się kształcić, zaś sama uczelnia pozostaje sprawą drugorzędną. Od pierwszej klasy liceum ktoś marzy o studiowaniu w Warszawie, Lublinie czy Gdańsku. Takie studenckie miasta oznaczają niewątpliwie sporo dodatkowych atrakcji dla żaków, niestety wiąże się to często z podwyższonymi kosztami, takimi jak stancja czy przejazdy komunikacją miejską. Zawsze jednak można podjąć decyzję o ambitnym podejściu i zdobyciu stypendium naukowego.

Problemy nie tylko edukacyjne

Dopóki miasto - czy dzielnica - rozrasta się i z radością wita nowych mieszkańców, wszystko jest w porządku. Dojazd do pracy nie zajmuje zbyt wiele czasu, dzieci mają miejsca w przedszkolach i szkołach, kierowcy znajdują miejsca na parkingach. Kiedy jednak nowe inwestycje mieszkaniowe przekraczają możliwości danego terenu, wszyscy zaczynają mieć problem: dotarcie do pracy na czas oznacza konieczność odstania swojego w korkach, zapisanie dziecka do państwowego przedszkola graniczy z cudem a znalezienie miejsca na parkingu to już luksus.

Niejedna warszawska dzielnica przygląda się z niedowierzaniem ciągle powstającym blokom. Mieszkańcy, już zmęczeni niemożliwie długim czasem oczekiwania na wizytę u lekarza czy bezowocnymi staraniami o zapisanie dzieci do państwowych placówek edukacyjnych wiedzą doskonale, jak zachęca się potencjalnych lokatorów i jak wiele później zostaje ze składanych obietnic.

Zwolenników mieszkania poza ścisłym centrum jest zapewne tyle samo, co przeciwników i wszystkie argumenty mają swoje znaczenie. Warto jednak, aby władze miast - i dzielnic - rozważnie podejmowały decyzje o kolejnych inwestycjach. Zwłaszcza jeśli ograniczają się one do budynków mieszkalnych, z całkowitym pominięciem zaplecza kulturalnego, oświatowego czy zdrowotnego.